Bangkok – RELACJA

RRo

12.01.2017, czwartek

#1 dzień podróży – – – – – x

Każda nawet najmniejsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku, tego dnia ok 10:00 zrobiliśmy właśnie ten pierwszy krok, wyruszyliśmy na lotnisko.

DCIM100GOPROGOPR1035.

Odlot naszego samolotu był zaplanowany na 14:15 z London Heathrow. Lecieliśmy liniami Qatar Airways docelowo do Bangkoku. Zaplanowany czas lotu to 16,5 godziny, w tym przesiadka 2 godzinna w Doha, mniej więcej w połowie.
Mieliśmy więc mnóstwo czasu na oglądanie filmów oraz odpoczynek na pokładzie samolotu (o ile można w samolocie odpocząć…).

Pierwsza część podróży upłynęła nam dosyć przyjemnie, w samolocie tylko połowa miejsc była zajęta, więc jak tylko wystartowaliśmy rozsiedliśmy się wygodnie na trzech fotelach przy oknie. I tak Anetka próbowała złapać trochę snu, a ja oglądałem filmy.

Do Doha dolecieliśmy 30 minut wcześniej – może za sprawą lżejszego samolotu :p. Czekaliśmy i błąkaliśmy się po lotnisku. Kiedy w końcu nadszedł czas wejścia na pokład okazało się, że niestety siedzimy osobno i nie ma możliwości zmiany miejsc, samolot pełny. Aneta postanowiła spróbować zasnąć przy pomocy tabletek nasennych, a ja zastosowałem starą metodę – oglądając filmy, aż do odcięcia:)


13.01.2017, piątek

#2 dzień podróży – – – – – x

W końcu wylądowaliśmy ok 13.30 i tak prawie cała doba minęła od startu z Londynu. Tak się stało za sprawą zmiany strefy czasowej, aż o siedem godzin do przodu.

Byliśmy jak ZOMBIE, ja praktycznie nic nie spałem, Aneta źle się czuła, tabletki na sen to był bardzo zły pomysł. Ogarniamy się i przechodzimy kontrolę paszportową, odbieramy bagaż, kupujemy kartę sim do telefonu i jazda pociągiem do centrum miasta. W mieście po wyjściu ze stacji, kierujemy się na taksówkowy przystanek ale po dwóch minutach rezygnujemy – za duża kolejka, straszne korki i upał niesamowity łapiemy więc tuk tuka i do hotelu. Zgodnie ustalamy plan: prysznic, godzinna drzemka, dobranoc.

Tak jak przypuszczałem zmęczenie po locie było tak duże że z planowanej 1 godzinnej drzemki zrobiło się 4 godzinne spanie. Wstaliśmy w sumie tylko dlatego że zgłodnieliśmy. Zebraliśmy się więc i ruszyliśmy w poszukiwaniu jedzenia. Absolutnie bez konkretnego kierunku i TAK trafiliśmy na jednodaniowe stoisko z zupą, barrrdzoooo PYSZNĄ zupą!.

pierwszy wieczór (8)

Po kolacji na ulicy, próbowaliśmy się dostać w okolice wielkiego pałacu i zrobić zdjęcia nocne, niestety wszystkie okoliczne ulice były zamknięte i ochraniane przez policję. Postanowiliśmy więc pójść do terminalu portowego i zrobić zdjęcia drugiego brzegu. Udało się, ale świątynia po drugiej stronie rzeki była w remoncie i słabo oświetlona. Złapaliśmy więc tuk tuka i wróciliśmy do hotelu dalej spać…


14.01.2017, sobota 

#3 dzień podróży – – – – – x

Mieliśmy cały dzień na zwiedzanie Bangkoku i chcąc zrobić to z „głową” stwierdziliśmy, że do Wielkiego Pałacu pojedziemy wcześnie rano, żeby ominąć tłumy turystów i nie zwiedzać w samo południe. Dzień zaczął się bardzo dobrze, wstaliśmy wyspani i mieliśmy zamiar jechać prosto do Wielkiego Pałacu Królewskiego, jednak kierowca z tuk tuka pokrzyżował nam plany sprzedając informacje, iż dzisiaj pałac dla turystów otwierają dopiero o 13. Przyczyną niby miał być pierwszy dzień wakacji i uczniowie mają wstęp za darmo w tych godzinach, a chwilę później dodał że jest jeszcze „dzień Buddy”, więc zaproponował nam wycieczkę objazdowa po innych mniejszych “atrakcjach” za super cenę 100 thb. Wzięliśmy.

Po wizycie w świątyniach, u dużego i szczęśliwego buddy, kierowca zabrał nas na wizytę u krawca. Jeśli turysta spędzi ponad 15 minut w salonie to kierowca dostaje bon na paliwo. Po krawcu chciał nas zabrać do zaprzyjaźnionych sklepów z biżuterią. Podziękowaliśmy stanowczo, nie po to przyjechaliśmy do Tajlandii, aby włóczyć się po sklepach. W drodze na ostatnią atrakcję – podróż łodzią po kanałach – bardzo ładnie prosi o to żeby zapłacić 300 thb, a jak nie mamy ich waluty to może być 20 euro, niezły przelicznik :-D. Wycieczka po kanałach to koszt 1000 thb za osobę i tak szczerze mówiąc to nie warto. TAK można zobaczyć „inny” Bangkok, ale cena w stosunku do tego co się zobaczy jest 100% za duża. Przed wypłynięciem pokazali nam piękne zdjęcia tego co niby mieliśmy zobaczyć m. in. marketu wodnego. W rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej, na małej, prawie rozpadającej się łódce podpływa Pani, która sprzedaje napoje i pamiątki. Nas namawiała abyśmy kupili piwo dla kierowcy. Podczas rejsu, poznaliśmy parę z Polski i od słowa do słowa orientujemy się że padliśmy ofiarą najstarszego numeru cwaniaków od tuk tuków…

DSC_0100

WIELKI PAŁAC KRÓLEWSKI wcale nie był zamknięty dla turystów do 13:00. Nic wielkiego się nie stało, tak czy siak o 12.30 byliśmy już u bram Wielkiego Pałacu Królewskiego ( wejściówka 500 thb). Zwiedzających ogrom,miejscami trzeba się przepychać, a żar z nieba lał się NIEMIŁOSIERNIE. Najważniejszymi częściami zespołu pałacowego są Wat Phra Kaew, czyli świątynia szmaragdowego Buddy oraz Chakri Maha Prasad, sala tronowa. Pałac jak i pozostałe budynki robią wrażenie, mnóstwo złota, ozdób, mozaiki, fresków – tajski styl. Wejść do komnat pałacowych strzegą kolorowe demony giganty, które odstraszają złe duchy. W świątyni szmaragdowego buddy, na wysokim ołtarzu, znajduje się niewielki, siedzący budda (75 cm), wykonany tak naprawdę z jadeitu. Pewnego dnia fragment buddy ukruszył się, ukazując zielony kamień, który mylnie wzięto za szmaragd. W zależności od pory roku, zmieniane są szaty Buddy. Zmienianie szat Buddy ma zapewnić szczęście i dobrobyt w kraju, a rytuału tego dokonuje tylko i wyłącznie król. Początkowo szmaragdowy budda miał znajdować się w Królewskim Panteonie, ale król zdecydował, iż bardziej odpowiednim miejscem będzie świątynia Wat Phra Kaeo. Obecnie w Panteonie znajdują się  posągi ostatnich władców Tajlandii, a turyści mogą je podziwiać raz do roku 6 kwietnia, w święto narodowe Tajlandii tzw. Dzień Dynastii Czakri. Zwiedzanie pałacu zajęło nam około godzinkę.

DCIM100GOPROG0191724.

Tuż obok Pałacu Królewskiego znajduje się największa i najstarsza świątynia buddyjska w Bangkoku, ŚWIĄTYNIA LEŻĄCEGO BUDDY (Wat Pho) (wejściówka 100 thb). Tuż przed bramą świątyni zaczepił nas kierowca tuk tuka i jak poprzedni próbował nam wmówić, że nie uda nam się wejść do leżącego buddy, gdyż jest za dużo turystów i nie wpuszczają do środka aż do 16:00 ale w między czasie on może nas obwieść po mieście. NIE DAJCIE SIĘ NABRAĆ NA TAKIE INFORMACJE!!! Wewnątrz świątyni znajduje się ogromny, leżący, odpoczywający budda ze stopami na których wygrawerowano starożytne symbole. Zanim jednak tam dotarliśmy, zatrzymaliśmy się przy namiotach tajskiej, królewskiej Marynarki Wojennej, gdzie pracownicy przygotowywali i rozdawali wodę, przekąski i jedzenie przechodniom. To było przepyszne wręcz wyśmienite tajskie jedzenie!. Absolutnie najlepsze co jadłem kiedykolwiek, kropka. Podobno NAJLEPSZE RZECZY W ŻYCIU SĄ ZA DARMO i w tym przypadku podpisujemy się pod tym rękami i nogami.

Thailand-Bangkok-thaifood

Korzystając z tego, że obok był Park, postanowiliśmy spróbować polatać dronem. Mamy To! Pięknie zachodzące słonce nad miastem. Nawiasem mówiąc to był mój drugi lot dronem w życiu:). Złapaliśmy tuk tuka i za 80 thb zawiózł nas pod ZŁOTĄ GÓRĘ (Wat Saket). Wzgórze na szczycie którego zbudowano świątynie. Wejściówka 20 thb. Z samej góry rozciąga się piękna panorama miasta. Zrobiliśmy parę zdjęć i spacerem na ulicę KHAOSAN. A tam jedna wielka impreza, mnóstwo ludzi i jeszcze więcej jedzenia, przekąsek, sklepów, barów i tandety turystycznej. Przedzierając się w jedną i drugą stronę proponowali nam dosłownie wszystko prażone robaczki, pieczone skorpiony, masaże, garnitury, oryginalne ubrania, drinki,  wyrobienie podróbek dowodów osobistych, tatuaży i tyle tego było, że nie pamiętam co jeszcze… Kupiliśmy Phat Thai i poszliśmy spacerkiem do hotelu. Do tej pory najgorsze jedzenie jakie jedliśmy w Tajlandii, zjadliwe ale do wczorajszej zupki jest przepaść.

THAILAND -BANGKOK Khaosan rd


15.01.2017, niedziela 

#4 dzień podróży – – – – – x

Do 12:00 mieliśmy czas  na wymeldowanie się z hotelu. Korzystając z czasu jaki został nam w Bangkoku, wstaliśmy rano i poszliśmy na spacer nad rzekę MENAM. Podczas spaceru wzdłuż rzeki dowiedzieliśmy się ile powinien kosztować tak na prawdę rejs po kanałach i tak jak przypuszczaliśmy cena była o połowę niższa niż poprzedniego dnia zapłaciliśmy. W TERMINALACH PROMOWYCH CENA ZA REJS ŁÓDKA 500 THB, połowę z tego co u kierowcy tuk tuka.

W drodze powrotnej do hotelu, na Placu Królewskim, napotkaliśmy tłumy Tajlandczyków ubranych na czarno, dowiedzieliśmy się, iż całe to zgromadzenie odbywa się ze względu na żałobę po zmarłym Królu. Uroczystości żałobne przeznaczone były wyłącznie dla mieszkańców Tajlandii. Król zmarł 13 października 2016 roku, w wieku 88 lat. Bhumibol Adulyadej był najdłużej panującym monarchą na ŚWIECIE i cieszył się bardzo dużą sympatią wśród swoich poddanych. Po jego śmierci parlament ogłosił roczną żałobę, a w całym kraju wywieszane są portrety, obrazy i zdjęcia zmarłego króla przystrojone w biało-czarne szarfy.

THAILAND -BANGKOK sony (154)b

Wróciliśmy do hotelu aby się spakować i niestety  ale podczas pakowania okazało się, że brakuje nam obiektywu do Nikona. Prawdopodobnie zostawiliśmy my go w jednej ze świątyń wczoraj, upał usmażyły nam mózgi, więc w sumie to się nie dziwię. O 14.40 mieliśmy lot do Phuket, korzystając z chwili czasu z internetem, publikujemy parę zdjęć na Facebook-u i lecimy dalej. Mieliśmy jednak jedno zmartwienie, dowiedzieliśmy się o nadchodzącej burzy w kierunku Phuket. I to nie jakiejś tam burzy co przyjdzie i przejdzie. Mimo pory suchej, Tajlandia zmagała się z powodziami, a efekty utrzymujących się opadów deszczu pokazywano w telewizji. Kilkadziesiąt osób zabitych, zniszczone uprawy, odwołane loty, pociągi i nieprzejezdne drogi. Myśleliśmy czy aby nie zmienić planów naszej wyprawy, ale deszczowy front miał zamiar utrzymywać się dość długo, zarówno Malezja jak i Singapur niestety były również w jego zasięgu. Postanowiliśmy więc zostawić wszystko tak jak było zaplanowane. Ostatecznie tropikalna burza to też jakieś doświadczenie i swojego rodzaju „przygoda”.

Do Phuket dotarliśmy tuż przed zachodem słońca. Autobus z lotniska 100 thb za osobę to lepsza opcja niż 800 thb za taksówkę. W drodze do hotelu udało nam się zrobić fajne ujęcie z drona… Zjedliśmy kolację i planowaliśmy następny dzień… ale o tym już w następnej części relacji… 🙂

THAILAND -BANGKOK dron2



Jest to pierwsza część z naszej czterotygodniowej wyprawy do Krajów Azji, jeśli jesteś zainteresowany pełną historią naszej podróży to zapraszamy do relacji z kolejnych części:

  1. Bangkok – TAJLANDIA
  2. Rajskie wyspy – Phuket, Phi Phi, Similan – TAJLADNIA
  3. Singapur – SINGAPUR
  4. Kuala Lumpur – MALEZJA
  5. Cameron Highlands – MALEZJA
  6. Penang – MALEZJA
  7. Kathmandu – NEPAL
  8. Pokhara – NEPAL

[wszystkie linki dostępne wkrótce…]



See all our Photo Galleries Capturejakubasnet2 Zobacz wszystkie nasze galerie



adverts

under